Powiedziano mi, że tego nie da się zrobić!

„Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że zrobię ten projekt włączając w to nowy ołtarz w katedrze w Westminster, to bym na pewno nie uwierzył”, mówi dr Marek Stella-Sawicki, aktywny społecznie jako prezes Polish Heritage Society, nieoceniony w wielu ważnych inicjatywach w podtrzymywaniu polskiej spuścizny historycznej w Zjednoczonym Królestwie. Karolinie Wiatrowskiej opowiada o kolejnym, jakże znaczącym projekcie.

Katedra westminsterska w Londynie (Westminster Cathedral) to rzymsko-katolicka świątynia pod wezwaniem Najświętszej Krwi Chrystusa Pana. Jest to najważniejsza świątynia rzymsko-katolicka w Anglii i Walii oraz 38 największy katolicki kościół na świecie, który może pomieścić do 3,000 wiernych. Czy zna pan jej historię?

Oczywiście, znam, to wczesny wiek XX, budowana przez całe 8 lat i po raz pierwszy otwarta w 1903 roku. Jej położenie znajduje się blisko stacji Victoria w Londynie pomiędzy Francis Street a Ambrosden Avenue, SW1. Styl architektury jest nazywany neobizantyjskim, jeśli się nie mylę jest tylko jeden taki przepiękny kościelny budynek istniejący w Wielkiej Brytanii. Koniecznie polecam do odwiedzenia. Architektem był John Francis Bentley, urodzony w 1839, a zmarły w roku zakończenia budowy katedry, czyli 1903. Zmarł młodo, miał zaledwie 63 lata. Pochodził z Doncaster, południowego Yorkshire. Pamiętajmy, że nowych rzymsko-katolickich kościołów nie wolno było tu wcale budować przez wiele lat po reformacji. W tym okresie, który w istocie nie był żadną rzeczywistą reformacją tylko czasem prześladowania katolików (circa 10,000-15,000 ofiar) w Anglii i Szkocji zapoczątkowanym przez Henryka VIII, po ogłoszeniu siebie samego jako głowy kościoła „anglikańskiego” w tym kraju. Tenże, rękami Cromwella oraz innych, który później w Irlandii robił dokładnie taki sam terror, do tego stopnia, że do dzisiaj o tym Irlandczycy pamiętają i nigdy mu tego nie zapomną. Częścią tego okresu była totalna grabież majątku kościelnego, brutalne niszczenie samych kościołów i większości klasztorów. Wówczas najważniejszym miejscem pielgrzymek kościelnych w Anglii i to jeszcze od dużo wcześniejszych czasów było Walsingham we wschodniej Anglii, gdzie miało miejsce słynne objawienie archanioła Gabriela w imieniu Matki Boskiej z Walsingham (Our Lady of Walsingham). Były tam również setki „cudownych uzdrowień”, a woda źródlana z Walsingham miała zawsze od przeszło 900 lat i ma do dzisiaj cudotwórczą renomę na całym świecie.

Proszę przybliżyć wydarzenia związane z Walsingham.

  1. Matki Bożej z Walsingham zostało założone na początku XI wieku, dokładnie w 1061, tak więc jest starsze o setki lat od naszej Częstochowy, Ostrej Bramy, Lourdes, Fatimy i większości podobnych świętych miejsc w Europie. Polski chrzest naszego Mieszka I to rok 966, a Walsingham jest tylko młodsze od niego o niecałe 96 lat. To wszystko jest bardzo ważne, ponieważ figura i ołtarz w katedrze w Westminster, o której za chwilę opowiem, są poświęcone właśnie Our Lady of Walsingham. Historia uczy, że według tradycji chrześcijaństwa w Wielkiej Brytanii, lokalna Lady of Manor w Walsingham czyli tamtejsza właścicielka ziemska, która nazywała się Richeldis de Faverches, prosiła w modlitwie do Matki Boskiej o inspirację jakiegoś dzieła w intencji Matki Bożej właśnie. Legenda głosi, że doszło do objawienia Zwiastowania (Archanioła, Gabriela, który zapowiedział tak jak w Nazarecie, że Matka Najświętsza urodzi dzieciątko Jezus) i tak doszło do budowy „repliki” momentu Zwiastowania z Nazaretu w Ziemi Świętej w wiosce Walsingham (Holly House of Nazareth) w Anglii, circa 960 lat temu. Kaplica Zwiastowania początkowo była bardzo prostą konstrukcją drewnianą, a później murowaną przy olbrzymiej Bazylice Braci i Księży Augustynów. Bardzo szybko wieść o tym rozeszła się po całej Europie i zaczęły się pojawiać tam olbrzymie grupy pielgrzymów. Wszyscy królowie Anglii, począwszy od Henryka III (rok 1226 AD) do Henryka VII (1511 AD), zawsze odwiedzali to miejsce. Trwało to wiele lat, ale później nadeszła protestancka reformacja i związane z nią tragiczne wydarzenia… W 1538 roku opactwo w Walsingham zostało w całości przejęte przez siepaczy króla Henryka VIII i zostało kompletnie zniszczone. Nastąpiła też publiczna egzekucja 3 członków opactwa na istniejącym do dzisiaj „Martyrs Field” (Pole Męczenników). Drewnianą figurę Matki Bożej po przewiezieniu do Londynu i po ograbieniu z dewocjonaliów i złota, bezceremonialnie spalono na Chelsea. To miejsce także udało mi się wiele lat temu odnaleźć. Po oryginalnym sanktuarium w Walsingham nie zostało prawie nic, ale w wyniku prac archeologicznych prowadzonych ok. 60 lat temu, dzisiaj można tam widzieć ślady fundamentów tej imponującej świątyni. W tamtych czasach trzy najbardziej święte miejsca do pielgrzymowania na świecie to Ziemia Święta, Santiago de Compostella w Hiszpanii i właśnie nasze Walsingham. Mówię, „nasze”, ponieważ śladów polskich jest tu sporo. W zachowanym Slipper Chapel (Kaplicy Ciżemki, czyli miejscu, gdzie pielgrzymi zostawiali swoje buty i szli ostatnią milę boso w celu pokuty, znajdujący się za oryginalną kaplicą jest piękny krzyż, który w 1948 roku przyniósł ze seminarium w Leeds i to w zimie, mający wtedy mniej niż 21 lat polski kleryk o nazwisku Szczepan Wesoły. Miał na sobie jeszcze polski wojskowy płaszcz z II Korpusu Generała Andersa, gdzie służył we Włoszech po swej udanej ucieczce z Wehrmachtu. Szczepan Wesoły pochodził z Katowic, był urodzony tak jak ja na Śląsku, a po latach został arcybiskupem całej Polonii na świecie i znałem go przez wiele lat bardzo dobrze. Jako 17-latek, a urodzony na terenach włączonych do Rzeszy Niemieckiej w styczniu 1944 został przymusowo wcielony do armii niemieckiej, z której uciekł przez niebezpieczną linię frontu 15 sierpnia 1944 i przyłączył się do Polskiego II Korpusu. Cztery lata później, po zakończeniu wojny, Szczepan Wesoły jako pielgrzym do Walsingham w roku 1948, pozostawił tam swój olbrzymi i ciężki krzyż, który do dzisiaj tam stoi! Było to dokładnie 73 lata temu. Późniejsza kopia tej pięknej figury z Walsingham, a pochodząca z okresu ordynacji kardynała Griffina, była zlokalizowana w podziemiach krypty katedry Westminster w Londynie. Wiedziałem o tym od pewnego czasu i koniecznie chciałem ją zobaczyć. Była strasznie zniszczona i jej naprawą zajął się bezpłatnie nieoceniony Jacek Korzeniowski. Odmalowanie tradycyjnymi egg temperas (farby robione na bazie kurzych jaj) wykonała nam doskonała, angielska, dzisiaj niestety już nieżyjąca, malarka po Royal Academy, Sharon Jennings, która przyjaźniła się przez długie lata z Basią i Jackiem Korzeniowskimi. Kiedy postawiono pytanie, co z tą na nowo odrestaurowaną figurą zrobić, stanowczo odmówiłem wsadzenia jej z powrotem do krypty pod katedrą, ponieważ uważałem i nadal uważam, że jako jeden z najstarszych symboli religijnych w tym kraju, figura powinna znaleźć się samej katedrze. Z moją logiką zgodził się sam kardynał Vincent Nichols, który mnie znał dobrze, co pomogło w tej sytuacji, ale oficjalnie przekazał sprawę dyrektorowi katedry w Westminster, nieżyjącemu już kanonikowi Christopherowi Tuckwellowi. Christopher od razu zgodził się, ale znał obowiązujące przepisy, na podstawie których ja miałbym spędzić następne długie miesiące omawiając ten projekt z Komisją Architektury Katedry, Komisją Finansową, Komisją Health and Safety etc. Któregoś wieczora napisałem email do Christophera Tuckwella, żeby mu przypomnieć, że całą pracę z włączeniem w to nowego ołtarza oferujemy mu za darmo. Odpowiedział w mniej niż 2 minuty: Just get on with it” czyli zabieraj się do roboty.

Co było dalej?

Następnym etapem było zaprojektowanie ołtarza, nie mogłem przecież postawić figury na posadzce katedry. Oświadczam tu oficjalnie, że nigdy takiej wcześniej pracy nie robiłem, ale zawsze jest ten pierwszy raz. Połączyłem historie reformacji z moim innym odkryciem w Chipping Norton, gdzie znalazłem w XIX-wiecznym kościele ołtarz kamienny, który wyglądał „na oko” o wiele starzej niż sam kościół, w którym się znajdował. I był rzeczywiście co najmniej 300 lat starszy. Znalazłem jego oryginalne miejsce pochodzenia, ponieważ pochodził z kościoła, który był całkowicie zniszczony podczas reformacji. To był nieistniejący już dzisiaj, kościół Matki Bożej z Heythrop w Oxfordzie. Po jego zburzeniu ołtarz ten został sprzedany jako „kominek” na publicznej aukcji za 7 funtów. Kupił go ukrywający się tam wtedy ksiądz jezuita i po latach ten ołtarz trafił on do kościoła w Chipping Norton. Później pozostało nam przekonanie przy pomocy Christophera Tuckwella wszystkich możliwych komisji w katedrze w Westminster, że historycznie pasuje moja koncepcja do tego niezwykłego projektu w katedrze. Znając mnie już teraz dobrze zgodzili się szybko. Następnie potrzebne było wykonanie dokładnych rysunków konstrukcyjnych ołtarza, według tegoż przed-reformacyjnego zapomnianego, ale pięknego oryginału z Chipping Norton. Do tego był potrzebny nieoceniony Jacek Korzeniowski. Pozostało teraz „tylko” wykonanie samego ołtarza. Po stracie sześciu miesięcy w Anglii, gdzie różni specjaliści ostatecznie nie potrafili tego wykonać, na szczęście znalazłyśmy pod Poznaniem genialnego polskiego snycerza, który to wszystko zrobił z polskiego dębu. Za materiał i jego prace oraz transport do Londynu zapłacił mój kolega z Zakonu Maltańskiego Tomek Zdziebkowski z Poznania, co trzeba tu uczciwie powiedzieć. Opis instalacji samego ołtarza w katedrze w Westminster, przywiezionego z Polski, to historia na osobny artykuł. Ołtarz z figurą Matki Bożej z Walsingham stoi od dnia poświęcenia przez biskupa Johna Sherringtona w dniu 8 grudnia 2016 r. do dzisiaj po lewej stronie głównej nawy katedry w kaplicy św. Jerzego (St. George) i stać najprawdopodobniej będzie tam na zawsze.

 

Jak dokładnie wygląda ołtarz z figurą?

W naszym ołtarzu, w jego tylnej, a ukrytej części zaprojektowałem coś w rodzaju szufladek czy schowków na mój pomysł związany z symboliczną ziemią. Po tę ziemię dobrzy ludzie musieli pojechać i każda szufladka zawiera informacje na piśmie skąd ta ziemia pochodzi. W wyborze kaplicy pomogła mi też znajdująca się tam od dawna piękna tablica (na lewo od ołtarza St. George), a wspominająca Polską Marynarkę Wojenną, Polskie Lotnictwo z II wojny światowej oraz Polską Armię. Zasadniczo w katedrze westminsterskiej nie ma żadnego wolnego miejsca na nowy ołtarz, ale ja je znalazłem, uzasadniłem też moją logiką w celu pozyskania takiego miejsca (kaplica jest już poświęcona English Martyrs, czyli angielskim męczennikom tzw. Reformacji). Mieliśmy sporo szczęścia z tym projektem, pomimo że zatrzymywał się on wielokrotnie z różnych powodów. O szufladkach z ziemią z Częstochowy, Ostrej Bramy w Wilnie, Cmentarza na Rosie, Lourdes i….Walsingham, oczywiście poinformowałem władze katedry, ale dopiero, gdy zupełnie skończyliśmy wszystkie prace. Dla mnie to było oczywiste, z braku szczególnego planu, że swoje decyzje podejmowałem intuicyjnie i na bieżąco. Nie ma wątpliwości, że zaufanie, którym mnie obdarzono, pomogło w jego realizacji. Wiem, że w ostatnich co najmniej stu latach nic takiego w katedrze westminsterskiej się nie wydarzyło. Jej dyrektor Canon Christopher Tuckwell był bardzo pomocny, niestety później zmarł, a jego następcą w katedrze jest obecnie młody polski ksiądz (Sławomir Witoń), którego jeszcze nie spotkałem. Co najważniejsze, władze katedry są bardzo zadowolone, a sam kardynał Vincent Nichols polecił mnie nuncjuszowi papieskiemu w UK, który przekonał Ojca Świętego Franciszka, żeby zrobić mnie papieskim komandorem zakonu św. Grzegorza (KCSG) w październiku 2019, co jest rzadko spotykanym zaszczytem. Tego również nie dało się przewidzieć. Mocno podejrzewam, że ks. rektor Stefan Wylężek i ks. wicerektor Polskiej Misji Katolickiej na Anglię i Walię ks. profesor Władysław Wyszowadzki mieli z tym coś wspólnego. Dodam, że biała lilia figury Matki Boskiej z Walsingham (kwiat) była skradziona w Westminster. Dowiedziałem się, że w kościołach i innych katedrach, m.in. w Norwich i Kings Lynn też one „zniknęły”, co oznacza, że istnieje w UK złodziej lilijek Matki Boskiej z Walsingham. Jest to potwierdzone spostrzeżenie. Dorobienie tych brakujących lilijek z drzewa lipowego wraz z pomalowaniem na oryginalne kolory było wielkim wyzwaniem i problemem, bo nikt tego porządnie nie umiał zrobić. Znalazłem 90-letniego rzeźbiarza w Norfolku blisko Walsingham o nazwisku Keith German. Ponieważ był mocno głuchy, jego małżonka doradziła mi, abym wytłumaczył mu całą pracę bardzo głośno, to może wtedy usłyszy. I tak się stało. Brakujące dwie lilijki Matki Bożej w powyżej wymienionych świątyniach Keith też wykonał „z rozpędu” jak mu o tym powiedzieliśmy. Na zakończenie powiem, że gdyby kiedyś ktoś mi powiedział, że zrobię powyższy projekt włączając w to nowy ołtarz w katedrze w Westminster to bym w to na pewno nie uwierzył. Ale bardzo podobna sytuacja miała miejsce z odnalezionym przeze mnie pomnikiem Chopina w Southbank, którego szukano przez blisko 40 lat, a ja znalazłem go pod mostem w Westminster. Po odnowieniu stoi tam i mam nadzieję, że się nie zgubi jeszcze raz. Biedny Fryderyk miał tu duże szczęście.



Ile czasu zajął panu ten projekt?

Więcej niż 9 miesięcy, a mniej niż 1 rok. Wszystkie przestoje były spowodowane przez czynniki zewnętrzne. Cały nasz zespół spisał się na piątkę z plusem, pomimo braku doświadczenia w tego typu artystyczno-konserwatorskiej i projektowej pracy, w tym budowie całkiem nowego ołtarza. Najważniejsi zawsze są dobrzy ludzie obdarzeni pewnym talentem i czasem nawet zaufaniem. Współpraca z władzami katedry była też doskonała i zakończyliśmy ją wspólną kolacją w restauracji Daquise na South Kensington, gdzie teologowie i brytyjski rzymsko-katolicki kler zostali zapoznani ze strategią i zaletami porządnego, a wcale nieznanego im jedzenia, tzn. pierogów z kapustą i grzybami oczywiście.

 

Źródło – Cooltura24

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn

Skontaktuj się

0%