Igrzyska czas zacząć!

Już 23 lipca na japońskim Stadionie Narodowym w Tokio zainaugurowane zostaną letnie Igrzyska XXXII Olimpiady. Do 8 sierpnia, kiedy nastąpi uroczyste ich zamknięcie, będziemy świadkami rywalizacji najlepszych sportowców świata w 339 konkurencjach w 37 dyscyplinach sportowych, poznamy bohaterów, współczesnych herosów, których wyczyny imponować będą w każdym zakątku globu, na wszystkich kontynentach i pod każdą szerokością geograficzną.

Igrzyska olimpijskie, najstarsza międzynarodowa impreza na świecie, jest bez mała prawdziwym fenomenem socjologicznym. Zanim jednak prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach wygłosi tradycyjną, otwierającą igrzyska formułę: „Igrzyska czas zacząć!”, przyjrzyjmy się, jak na przestrzeni wieków funkcjonowała idea olimpijska.

Starożytne Igrzyska Olimpijskie

Swój początek ma ona w panhelleńskich igrzyskach na cześć boga Zeusa, jakie w starożytności odbywały się w Olimpii na Półwyspie Peloponeskim. Był to czas pokoju i pojednania, a na czas ich trwania zawieszano jakiekolwiek działania wojenne ogłaszając „święty rozejm”, trwający pełne dwa miesiące!

Igrzyska rozgrywane były co cztery lata, a pierwsze z nich odbyły się w roku 776 p.n.e. Pierwszą dyscypliną był tzw. dromos, czyli bieg prosty, którego długość nie była z początku ściśle określona. Pierwszym jego zwycięzcą był Koroibos z Elidy. Już wówczas dużą wagę przywiązywano do tego, by rywalizacja toczyła się w duchu fair play. Każdy z uczestników rywalizacji składał przed posągiem Zeusa przysięgę, że nie dopuści się podczas zawodów oszustwa. Ci, którzy nie dotrzymywali tego słowa, za karę musieli postawić Zeusowi pomnik z opisem oszustwa, które popełnili. Sama rywalizacja była uznawana za świętą. Triumfatorzy otrzymywali w nagrodę wieniec laurowy. Ci, którzy dostąpili tego zaszczytu, stawali się sławni. Stawiano im pomniki, na ich cześć pisano wiersze pochwalne. Z dyscyplin wówczas uprawianych najważniejszy z czasem był bieg na dystansie 1 lub kilku stadionów (ok. 192,27 metry). Oprócz niego dużą popularnością cieszyły się wyścigi zaprzęgów konnych. Jednak z racji tego, iż konie były w owym czasie towarem jedynie dla zamożnych, tylko oni mogli więc brać udział w rywalizacji. W tej z kolei – co ciekawe – występowano nago. Wobec tego publiczność mogli tworzyć jedynie mężczyźni wolni. Jak widać, dla kobiet niestety to nie był najlepszy czas…

Dziewczęta w igrzyskach uczestniczyć nie mogły, a mężatki musiały opuścić Olimp na czas trwania zawodów, który wynosił pięć dni. Z kolei ta z pań, która chciałaby złamać ów zakaz, musiała się liczyć z tym, że w przypadku złapania jej czekała na nią… kara śmierci. Igrzyska zostały jednak zakazane w roku 393. Uczynił to cesarz Teodozjusz I Wielki, ponieważ uznał je za przejaw kultu bogów, co było zabronione.

Idea Pierre de Coubertina

Przez wiele stuleci idea igrzysk właściwie nie istniała. W różnych częściach świata pielęgnowano jedynie rozmaite, miejscowe tradycje dość luźno związane z profesjonalną rywalizacją. Jednak sytuacja ta zaczęła się zmieniać w XIX wieku. W Europie zaczęły powstawać stowarzyszenia kulturalne, które za jeden z głównych celów stawiały sobie wysiłek fizyczny. Dobrym przykładem jest tu intensywny rozwój futbolu, którego kolebką są oczywiście Wyspy Brytyjskie, choć sam futbol dyscypliną olimpijską miał zostać znacznie później.

Ojcem nowożytnych igrzysk jest francuski baron, Pierre de Coubertin (1863–1937). Już w roku 1888 zaprezentował on w Paryżu po raz pierwszy projekt olimpijski własnego autorstwa. W kolejnych latach starał się intensywnie zainteresować ideą innych. W 1892 roku na Sorbonie podczas obchodów uczczenia rocznicy Unii Francuskich Stowarzyszeń Atletycznych zaproponował on wznowienie szlachetnej idei rywalizacji pod nazwą igrzysk olimpijskich. I jeszcze wówczas propozycja ta została przyjęta dość chłodno. Jednak już rok później zwołana została specjalna komisja ds. przygotowania kongresu sportowego, na której, jak się okazało, miano podjąć decyzje, które były kamieniem milowym wskrzeszenia idei olimpijskiej. W składzie komisji znalazł się jej inicjator, Pierre de Coubertin.

W 1893 i 1894 roku odbyły się w Nowym Jorku i Londynie dwie narady komisji i podczas drugiej z nich postanowiono zwołać w dniach 16-24 czerwca Międzynarodowy Kongres Sportowy. Na nim to zaś podjęto ostateczną decyzję o organizacji nowożytnych igrzysk sportowych oraz jednocześnie ustanowienia Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, na którego czele stanął oczywiście Pierre de Coubertin, a także amatorskich zasad „olimpijskiego współzawodnictwa sportowego”. Co się zaś tyczy MKOL – najważniejszej organizacji sportowej świata, dzięki wysiłkom de Coubertina (który sekretarzem generalnym był do roku 1896, natomiast aż do roku 1925 piastował on funkcję jego przewodniczącego), od 1915 roku ma ona stałą siedzibę w Lozannie, w pięknym pałacyku Mon Repos.

Początek Nowożytnych Igrzysk Olimpijskich

Na miejsce pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich wybrano ostatecznie ich kolebkę – Ateny, o co szczególnie zabiegał de Coubertin. Nie było to takie oczywiste, jako że z powodu nieprzychylnej postawy rządu greckiego pierwotnym miejscem igrzysk miał być… Budapeszt i tylko po upadku rządu dotychczasowego premiera nowe władze poparły ideę olimpijską, która wszakże zrodziła się właśnie tam.

Uroczystego otwarcia pierwszych igrzysk dokonał sam król Jerzy I Grecki. Pierwszym zwycięzcą został triumfator inaugurującej igrzyska konkurencji trójskoku, amerykański lekkoatleta James Connolly. Ogółem w rywalizacji olimpijskiej udział wzięło 14 ekip; w 43 konkurencjach w 9 dyscyplinach występowali wyłącznie mężczyźni – ogółem 245, co przy dzisiejszej ilości sięgającej tysięcy sportowców jest liczbą wręcz znikomą. Ateńskie igrzyska okazały się być sukcesem organizacyjnym, który ma swą kontynuację aż do naszych czasów.

Kolejne igrzyska olimpijskie rozegrano zaś w Paryżu i tam po raz pierwszy wystartowały już kobiety – w golfie i tenisie ziemnym. Ogółem rywalizowano już w 95 konkurencjach w 20 dyscyplinach. Zawody zorganizowane w stolicy Francji nie zostały już organizowane z takim rozmachem i tak dobrze jak w Atenach, co nie zniechęciło jednak międzynarodowego gremium do organizacji kolejnych. Kolejne organizowano już niemal regularnie, z dwoma przerwami – w 1916 roku Igrzyska w Berlinie nie doszły do skutku z powodu wybuchu I wojny światowej, a w latach 1940 (Tokio) i 1944 (Londyn) z powodu II wojny światowej.

Medalowy debiut polskich sportowców

1924 rok był szczególny zarówno dla olimpizmu, jak i Polaków, którzy po raz pierwszy w historii mogli reprezentować swój kraj na igrzyskach olimpijskich. I to zarówno letnich, jak i zimowych, które w tym właśnie roku zorganizowano po raz pierwszy. Co prawda, już w 1920 roku nasza reprezentacja została zaproszona do udziału w igrzyskach organizowanych w Antwerpii, jednakże ze względu na wojnę z Rosją nasz debiut na olimpiadzie musiał zostać przełożony o cztery lata. Właśnie w 1924 roku letnie igrzyska olimpijskie zawitały ponownie do Paryża. Nasz kraj reprezentowało 75 sportowców – 74 mężczyzn oraz jedna kobieta, florecistka Wanda Dubieńska. Było to możliwe dzięki powszechnej, ogólnonarodowej zbiórce, która pozwoliła pokryć koszty wyjazdu polskich sportowców na olimpiadę. Polacy zdobyli na niej dwa medale, jednak historycy do dziś nie są zgodni co do tego, który z nich był pierwszy. Przyjmijmy więc, iż pierwszymi polskimi medalistami olimpijskimi byli: zdobywcy srebrnego medalu w kolarskim wyścigu torowym na dystansie 4 km: Józef Lange, Jan Łazarski, Tomasz Stankiewicz i Franciszek Szymczyk oraz zdobywca brązowego medalu w jeździeckim konkursie skoków, Adam Królikiewicz, startujący na koniu Picadorze, który dzięki temu znany jest także z kronik sportowych.

We wspomnianym 1924 roku odbyły się także po raz pierwszy w historii igrzyska zimowe. Zorganizowano je w Chamonix, a oficjalną nazwą imprezy był jeszcze wówczas „Tydzień sportów zimowych”, który już od następnej olimpiady ustąpił miejsca do dziś obowiązującej nazwie. Do udziału w zawodach zgłosiły się reprezentacje 16 państw, w tym czwórka Polaków: panczenista Leon Juncewicz oraz narciarze: Andrzej Krzeptowski, Stefan Witkowski i Franciszek Bujak. Tym samym Polska już na stałe weszła do wielkiej rodziny olimpijskiej.

Pierwsze triumfy

Ranga igrzysk olimpijskich rosła z roku na rok. Rozgrywano coraz więcej dyscyplin, startowało coraz więcej sportowców, a idea szlachetnej rywalizacji docierała do krajów, które coraz liczniej były reprezentowane. Co ciekawe, oprócz rywalizacji sportowej, już od roku 1912 (aż do roku 1948) odbywały się również konkursy literatury i sztuki, które obejmowały takie dziedziny, jak poezja, rzeźba, epika, malarstwo, architektura oraz muzyka. Duży sukces podczas drugich dla Polski igrzysk olimpijskich, jakie w 1928 roku odbyły się w Amsterdamie, odniósł Kazimierz Wierzyński, który otrzymał złoty medal w konkursie literackim za tom poezji „Laur Olimpijski”.

Rywalizacja w tym samym 1928 roku została poszerzona poprzez dopuszczenie do udziału w konkurencjach lekkoatletycznych kobiet. Decyzja ta spotkała się jednak z ostrą krytyką między innymi Watykanu. Jednak dzięki niej właśnie Polska doczekała się pierwszego mistrza, a właściwie mistrzyni olimpijskiej. Halina Konopacka, gdyż to o niej mowa, zdobyła złoty medal w rzucie dyskiem, który okrasiła dodatkowo wspaniałym, jak na owe czasy, rekordem świata 39,62 m! Przed drugą wojną światową jeszcze dwoje reprezentantów Polski zdobyło miano mistrza olimpijskiego, a dokonali tego na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 1932 roku wspaniały lekkoatleta i wielki polski patriota, Janusz Kusociński, który zwyciężył w biegu na 10000 m oraz Stanisława Walasiewicz w biegu na 100 m. Jednak już same sylwetki najpopularniejszych polskich lekkoatletów sprzed wojny zasługują bez wątpienia na odrębny rozdział w historii.

Szlachetna idea olimpizmu coraz częściej była jednak wykorzystywana do celów propagandowych, a radykalnie zachwiana została w 1936 roku, kiedy igrzyska zorganizowały w Berlinie faszystowskie Niemcy. Była to rywalizacja sportowa w cieniu pokazu siły i kultu wodza. Niestety, były to także ostatnie igrzyska przed wybuchem II wojny światowej.

Kolejne bowiem, w 1940 roku w Tokio (a wobec wycofania się z organizacji Japończyków planowano też rozegranie ich w Helsinkach), oraz 1944 roku w Londynie z przyczyn oczywistych odbyć się nie mogły.

Narodziny legendy

Kiedy jednak mówimy o igrzyskach, na myśl przychodzą nam najwięksi bohaterowie – sportowi herosi, których sukcesy są doznaniami nieporównywalnymi z czymkolwiek. Ci, którzy potrafią napełnić dumą i wzruszeniem zarazem. Ich wybór, co trzeba podkreślić, jest niezwykle trudny i jak najbardziej subiektywny, jednak co do kilku z nich wszyscy możemy być z pewnością zgodni.

Najlepszym tego przykładem jest wspomniany powyżej Janusz Kusociński. 7 sierpnia 1932 roku podczas igrzysk w Los Angeles stanął na starcie biegu na 10000 m. Jego faworytami była „fińska koalicja”, Volmari Iso-Hollo i Lauri Virtanen. Bez Paavo Nurmiego, który krótko przed igrzyskami został zdyskwalifikowany za sprzeniewierzenie się zasadzie amatorstwa. Ten bieg przeszedł do legendy także z tego powodu, iż popularny „Kusy” biegł w za małych butach, które spowodowały krwawe rany na stopach biegacza. Jednak ambicja i wola walki, z jakiej słynął, były najważniejsze, wobec czego to właśnie on przerwał fińską hegemonię na tym dystansie. Kusociński jest jednak bohaterem tragicznym. Jako jeden z pierwszych po wybuchu wojny zgłosił się na ochotnika do wojska. Bohatersko bronił stolicy, a aresztowany w marcu 1940 roku, stał się ofiarą bestialskiego śledztwa na Pawiaku, gdzie nawet tam nie poddał się oprawcom. Zginął rozstrzelany 21 czerwca 1940 roku w Palmirach. Jego legenda jest jednak wieczna.

Wunderteam i idea fair play

Już po wojnie, Polacy – z wyjątkiem 1984 roku, kiedy z przyczyn politycznych nie byliśmy reprezentowali na igrzyskach w Los Angeles – wystąpili we wszystkich olimpiadach, stanowiąc niejednokrotnie pierwszorzędne role. W annałach światowego sportu jest polski lekkoatletyczny Wunderteam, którego w latach 50. i 60. zazdrościli nam bezsprzecznie wszyscy. Jego twórcą był nieodżałowany, wybitny trener Jan Mulak. Pod jego opieką Polacy seryjnie zdobywali medale najważniejszych imprez. To jego podopiecznymi byli m.in. dwukrotny złoty medalista olimpijski, trójskoczek Józef Szmidt (Rzym 1960 i Tokio 1964) oraz mistrz olimpijski z Rzymu w biegu na 3000 m z przeszkodami Zdzisław Krzyszkowiak.

O tym, że polscy lekkoatleci oprócz tego, że byli wśród najlepszych, walczyli także fair play świadczyć może legendarny już przypadek Janusza Sidły. Polski oszczepnik podczas Igrzysk 1956 roku w Melbourne aż do ostatniej kolejki prowadził w konkursie. Pożyczył jednak wówczas swój odpowiednio zmodyfikowany, nowoczesny oszczep Norwegowi Egilowi Danielsenowi, który w ostatniej kolejce pobił rekord świata, odbierając Polakowi pewny zdawałoby się złoty medal.

Dni chluby

Złotymi zgłoskami w polskich kronikach sportu zapisał się dzień 23 października 1964 roku. W finałach walk bokserskich troje naszych zawodników zdobyło złote medale. Ba! Były to trzy walki następujące jedna po drugiej, a gdyby i tego było mało – Józef Grudzień, Jerzy Kulej i Marian Kasprzyk pokonywali wtedy zawodników z – delikatnie mówiąc – mało uwielbianego w Polsce Związku Radzieckiego. To był złoty dzień polskiego boksu!

Odrębną kartę w dziejach startów Polaków posiada najwybitniejsza polska lekkoatletka, Irena Kirszenstein-Szewińska, będąca zarazem jedną z najbardziej utytułowanych lekkoatletek w historii. W latach 1964–1972 zdobyła aż siedem medali olimpijskich – aż trzy złote, dwa srebrne i dwa brązowe, wielokrotnie podczas swoich startów bijąc rekordy Polski, olimpijskie i świata. Jeszcze do 2009 roku piastowała ona funkcję prezesa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, obecnie jest natomiast członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Pamiętne jest z pewnością także zwycięstwo kulomiota Władysława Komara, który w 1972 roku w Monachium wynikiem 21.18 m pokonał najlepszych, jak się zdawało, miotaczy z Niemiec i USA. Polak zastosował jednak mały fortel, na treningach miotając lżejszą (o czym wiedział tylko on) kulą regularnie powyżej 21 m, wprawiając w osłupienie konkurentów.

Na tej samej olimpiadzie pierwszy wielki międzynarodowy sukces odnieśli piłkarze. Pod wodzą legendarnego Kazimierza Górskiego Polacy zdobyli złoty medal, w finałowym pojedynku pokonując 2:1 (po golach Kazimierza Deyny) odwiecznych rywali – Węgrów.

W 1976 roku piłkarze zdobyli srebro, a cała Polska żyła sukcesem siatkarzy. Polacy – jak zaskakująco stwierdził przed olimpiadą trener, Hubert Wagner – jechali na igrzyska „po złoto”. I słowa dotrzymali pokonując po niezwykle dramatycznym meczu finałowym Związek Radziecki 3:2! W tym przypadku z pewnością chcielibyśmy, by historia lubiła się powtarzać, a podopieczni Vitala Heynena osiągnęli… Ale nie zapeszajmy.

Współcześni, polscy herosi

Natomiast z polskich sukcesów, które większość z nas z pewnością zna dobrze z ostatnich olimpiad, na uwagę zasługuje jedyny polski czterokrotny mistrz olimpijski – Robert Korzeniowski. Polski chodziarz we wspaniałym stylu zwyciężał zarówno w 1996 roku w Atlancie (na dystansie 50 km), w 2000 w Sydney (20 i 50 km) oraz w 2004 roku w Atenach, kiedy ponownie okazał się najszybszy na 50 km.

Rzecz bez precedensu uczynił również kulomiot Tomasz Majewski, który dwukrotnie – z rzędu! – zdobył tytuł mistrza olimpijskiego, w 2008 roku w Pekinie oraz w Londynie. Podobnie zresztą jak jak nasza arcymistrzyni Anita Włodarczyk – złota medalistka w rzucie młotem z Londynu i Rio de Janeiro.

Generalnie dorobek medalowy polskich sportowców w letnich igrzyskach olimpijskich w latach 1924 – 2016 zamyka się (na chwilę obecną) dorobkiem 284 medali, w tym 68 złotych, 83 srebrnych oraz 133 brązowych. Rekordzistami są wspomniani powyżej Irena Szewińska, która zdobyła 7 krążków, w tym trzy złote oraz zdobywca czterech złotych Robert Korzeniowski. Po dwa złota mają zaś na swoim koncie wspomniana Anita Włodarczyk (rzut młotem), Waldemar Baszanowski (podnoszenie ciężarów), Jerzy Kulej (boks), Józef Szmidt (lekkoatletyka), Józef Zapędzki (strzelectwo), Waldemar Legień (judo), Arkadiusz Skrzypaszek (pięciobój), Renata Mauer (strzelectwo), wioślarska dwójka Robert Sycz i Tomasz Kucharski oraz wspomniany powyżej kulomiot, Tomasz Majewski.

Wokół Tokio

W dniach 23 lipca – 8 sierpnia to Tokio będzie gościło uczestników XXXII Igrzysk Olimpijskich. Gospodarz igrzysk został wybrany 7 września 2013 roku podczas 125. Sesji MKOl w Buenos Aires. Z powodu pandemii COVID-19 prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach oraz premier Japonii Shinzō Abe postanowili przełożyć igrzyska na później niż rok 2020, ale nie później niż lato 2021, zaś stara nazwa igrzysk została zachowana. A 30 marca 2020 roku Międzynarodowy Komitet Olimpijski poinformował, że igrzyska odbędą się właśnie w dniach 23 lipca – 8 sierpnia 2021.

Dyscyplinami, które po raz pierwszy w historii znalazły się w programie igrzysk olimpijskich są karate, skateboarding, surfing i wspinaczka sportowa. Na igrzyska wrócił natomiast baseball, który po raz ostatni gościł na tej imprezie w 2008 roku w Pekinie. Pojawiły się natomiast nowe konkurencje obecnych już dyscyplin. Są to: koszykówka 3×3, pływanie – 800 m mężczyzn, 1500 m kobiet, sztafeta mieszana 4×100 m stylem zmiennym, łucznictwo – drużyny mieszane, lekkoatletyka – sztafeta mieszana 4×400 m, kolarstwo BMX – freestyle, kolarstwo torowe – madison kobiet i mężczyzn, judo – drużyny mieszane, tenis stołowy – mikst oraz triathlon – sztafeta mieszana.

Rywalizacja toczyć się będzie 339 konkurencjach w 37 dyscyplinach sportowych. Niestety, po raz pierwszy w historii igrzyska olimpijskie odbędą się bez udziału publiczności, o czym zadecydował z powodów walki z wirusem Covid-19 rząd Japonii.

Nasze największe nadzieje

103 kobiety i 112 mężczyzn będzie reprezentować Polskę na rozpoczynających się 23 lipca igrzyskach olimpijskich w Tokio. Oczywiście lista ta może ulec zmianie. Chorążymi polskiej ekipy będą Maja Włoszczowska (kolarstwo gówrskie) oraz Paweł Korzeniowski, pływak, dla którego będą to już piąte igrzyska olimpijskie!

Kto ma największe szanse na sukces? W pierwszym rządzie są to nasi siatkarze, lekkoatleci oraz… wszyscy, którzy będą reprezentować biało-czerwone barwy.

Trzymajmy za nich kciuki, bowiem dla sportowców nie ma ważniejszego w życiu startu, a dla kibiców większej przyjemności i większych emocji z oglądania swoich faworytów, walczących o jak najlepszy wynik w igrzyskach olimpijskich.

 

 

Źródło: Tygodnik Cooltura, Autor: Dariusz A. Zeller

Źródło – Cooltura24

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn

Skontaktuj się

0%